Tytuł: ~Rozdział 9 - Prawda wyszła na jaw~
Wyszło spod pióra: poniedziałek, 15 sierpnia 2005 23:18:43
********************No w końcu dodaje tę notkę :D Mam nadzieję, że wam sie spodoba i znowu wyjdziecie z siebie, żeby napisać mi mnóstwo komentów, co do tego rozdziału. Myślałam, że uda mi się już napisać o Hogwarcie, a jednak jeszcze sobie poczekacie. JEdna notka będzie jeszcze na bank przed Hogwartem, przynajmniej tak mi się wydaje. Notkę dedykuję dla mojej siostrzyczki KAsi za to, że razem ze mną ma świra na punkcie magicznego świata hp i zawsze z nią moge pogadać na te tematy :P Dla
Lilian za to, że po przeczytaniu jej notek znalazłam wenę do dalszego pisania :] Dzięki :* Oraz dla
Frytki za to, że mi pomaga zaklimatyzować się na DA. Tak więc miłego czytania ludziska :)
********************
Rozwaliłam się w salonie na sofie i nastawiłam Czarodziejska Rozgłośnię Radiową. Nie mogłam wyjść z podziwu jaką wspaniałą robotę wykonałam wraz z Syriuszem i skrzatami. Miałam nadzieję, że rodzicom się spodoba. Gdy zajadałam pyszne ciasteczka Marli i słuchałam wycia jakiejś starej czarownicy w radiu, nagle dopadły mnie złe przeczucia. Nie wiadomo skąd wiedziałam, że ten wieczór nie skończy się dobrze. Na podwórku wiatr zaczął gwałtowniej poruszać łysymi drzewami, na które cały czas padał śnieg. Zwierzaki śpiące przy palącym się kominku, zbudziły się i wskoczyły mi na sofę. W tym momencie wiedziałam, że coś już jest nie tak. Przeleciał mi dreszczyk po plecach. Coś się stało. Wystraszyłam się nie na żarty, gdy zauważyłam jakąś zakapturzoną postać, smętnie zmierzającą w stronę mojego domu. W tych czasach trzeba było uważać, ponieważ śmierciożercy panoszyli się wszędzie i coraz więcej osób, a nawet całych rodzin ginęło. Mimo wszystko zebrałam się w sobie podbiegłam do okna, żeby sprawdzić kto to szedł. Ostrożnie wyjrzałam zza grubej kotary przez okno i jakaż to była ulga, gdy ujrzałam tatę. Jednak to czucie szybko minęło i na powrót oddało miejsce czającemu się niepokojowi. Zgoniłam zwierzaki z sofy, bo wiedziałam, że tata nie lubi, gdy na niej siedzą i usiadłam. Odstawiłam tacę z ciastkami na bok i czekałam na tatę. Usłyszałam dzwonek drzwi wejściowych i już Konstel otwierał je i witał pana domu.
- Witam z powrotem sir – z holu słychać było Konstela – a gdzie jest pani domu? – zapytał zdziwiony skrzat. W tej chwili uzmysłowiłam sobie, że faktycznie nie było mamy.
- Niech cię to nie interesuje – odpowiedział chłodno tata. Wystraszony Konstel skulił się ze strachu. Zdziwiło mnie to, bo tata nigdy nie traktował tak skrzatów – przynieś mi gorącą herbatę, tylko szybko – dokończył nieprzyjemnie i przyszedł do salonu. W tym momencie Konstel czym prędzej czmychnął do kuchni przygotować herbatę. Nie czekając na taty reakcję zapytałam się:
- Cześć tato, a gdzie jest mama?
- Jest już późno nie powinnaś być w łóżku? – zrobił obojętna minę i zaczął zmieniać temat. Wiedziałam już, że coś jest nie tak.
- Zaraz pójdę spać, tylko chciałabym wiedzieć, gdzie jest mama – nie dawałam za wygraną.
- Dobranoc Elizabeth – tata zakończył temat. Zdziwiłam się tym, że tata nazwał mnie w sposób jaki nienawidzę. Zirytowana wstałam i zaczęłam zmierzać do holu. Gdy już prawie wyszłam odwróciłam się na pięcie i gwizdnęłam na zwierzaki.
- Dobranoc ojcze – tym razem tacie mina zrzedła i spojrzał na mnie dziwnie, ponieważ nigdy się do niego tak nie zwracałam.
- Ładnie przystroiłaś dom, Lizzy – trochę złagodniał.
- Dziękuję, ale chyba niepotrzebnie to zrobiłam – odpowiedziałam nieuprzejmie i wyszłam z pokoju. Idąc po schodach byłam taka wkurzona, że za każdym schodkiem tupałam głośno, a miałam dwa piętra do przejścia. Usłyszałam dobrze znane ciche pyknięcie za sobą i lękliwy głosik.
- Panienko Lizzy? Pan domu prosi o ciszę.
- Prosi o ciszę?! Hę? – zrobiłam gniewną minę. A skrzatka kiwnęła głowa potakująco i skuliła się jeszcze bardziej.
- To będzie ją miał, możesz odejść – odwróciłam się i zaczęłam jeszcze głośniej stąpać po schodach. Zdążyłam tylko usłyszeć pisk przerażenia skrzatki i ciche pykniecie teleportacji świadczące o tym, że wolała zejść mi z oczu.
- Jeszcze dziwi się, że jestem wkurzona?! Phi... Najpierw spławił Konstela, potem nie chciał mi powiedzieć, gdzie jest mama. Co go ugryzło? Ja i reszta naharowaliśmy się jak woły, żeby zrobić im przyjemność, a on powiedział tylko, że „ładnie” wygląda. I dziwi się, że jestem wkurzona... – wystrzeliły ze mnie słowa jak pociski i poczęłam tupać jeszcze głośniej.
- Lizzy przecież prosiłem o ciszę – dało się słyszeć zirytowany głos taty.
- WYBACZ! Ale nie potrafię się jeszcze teleportować, więc jakoś musze dojść do mego pokoju! Nieprawdaż ojcze?! – krzyknęłam ze schodów nie udając wściekłości. I najgłośniej jak potrafiłam pobiegłam na górę do swego pokoju.
- Uważaj sobie młoda damo – groźniejszym tonem zawołał tata.
- Zawsze uważam, żeby się nie wywalić na schodach – odkrzyknęłam po czym weszłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami. Tata coś tam jeszcze krzyknął, ale obchodziło mnie to tyle co zawody sportowe mugoli.
Rzuciłam się na łóżko oddychając szybko, a w mojej głowie roiły się gniewne myśli.
- No dobra... Wdech i wydech... Policz sobie Liz... Raz, dwa, trzy... Nie dajmy się zwariować - zaczęłam się uspokajać.
- Nie warto się denerwować – powiedziałam już trochę spokojniejsza. Bucky położył mi swój łeb na kolanach i patrzył się na mnie uparcie spokojnymi oczkami.
- Masz rację piesku nie warto się denerwować – podrapałam psidwaka za uchem. Zdjęłam pyszczek Bucky’ego i podeszłam do okna.
- Zimne powietrze powinno mi dobrze zrobić - otworzyłam okno, żeby przewietrzyć pokój. Wzięłam swoją pidżamę i podreptałam do łazienki.
Po piętnastu minutach wyszłam i poprawiły mi humor dwa obrażone pyszczki spoglądające na mnie spod kołdry. Fakt, faktem w pokoju trochę się wyziębiło podczas mojej kąpieli. Szybko zamknęłam okno i poczęłam wywalać zwierzaki z pościeli.
- Nie za wygodnie wam było? – ociągając się wylazły obrażone – dobra wy tutaj sobie siedźcie, a ja pójdę zobaczyć, czy mama już przyszła – mówiłam bardziej do siebie niż do zwierzaków.
Pstryknięciem zgasiłam świeczki w pokoju i ostrożnie wyszłam na korytarz starając się, aby drzwi nie zaskrzypiały. Wolałam nie zapalać światła, żeby tata nie wiedział, że jeszcze nie śpię. Na palcach przeszłam przez korytarz i zaczęłam się skradać w dół schodów na piętro rodziców. Na dolnym piętrze cicho wyminęłam fotel stojący przy schodach i szłam dalej. Przechodząc obok pokoju rodziców zauważyłam, że drzwi do ich pokoju są uchylone. Zajrzałam do środka jednak nie było tam ani taty, ani mamy. Skierowałam się w stronę schodów prowadzących do holu. Cicho jak kot zaczęłam się skradać w dół. Światło się dalej paliło, co oznaczało, że tata jeszcze nie spał. Po zejściu do holu, stanęłam za ogromnym zegarem stojącym u nas w holu i chciałam wyglądnąć zobaczyć co robi tata, gdy nagle.
ŁUP, ŁUP, ŁUP.
Aż podskoczyłam, gdy rozległo się to łomotanie do drzwi. Serce waliło mi jak oszalałe. Nie wiem, gdzie się schować, a na pewno muszę to zrobić, bo gdyby mnie teraz tata zobaczył to bym dostała burę za to, że nie śpię. Nie wiadomo jeszcze, kto był za drzwiami. A z tego co usłyszałam zbyt spokojna to osoba nie była. Obracałam się we wszystkie strony próbując znaleźć jakąś kryjówkę i znalazłam. Idealnie do tego nadawał się schowek na miotły znajdujący się pod schodami. Nie myśląc zbyt wiele władowałam się najszybciej i najciszej do środka. Ostrożnie zamknęłam drzwiczki i w niewygodnej, na wpół zgiętej pozie czekałam na to co się stanie. Z tego co usłyszałam tata zerwał się z fotela i podbiegł do drzwi otworzyć.
- Dłużej ruszać się nie mogłeś zmarzłam pod tymi przeklętymi drzwiami – mama ofuknęła z miejsca tatę.
- Wchodź Stello. Czy skrzaty mają ci coś przygotować ciepłego? – zapytał się tata z troską w głosie. Dla mnie nie był taki uprzejmy. Ciekawe czemu się nagle taki milutki zrobił.
- Jak będę chciała to je sama o coś poproszę – odgryzła się mama. Oho jak na mój gust to zaraz będą się kłócić.
- Coś się stało? – spytał się tata podejrzliwie.
- ... - nastała dziwna cisza.
- Stello? – odezwał się tata.
- WSZYSTKO SIĘ STAŁO!!! – huknęła mama. Aż podskoczyłam. Mam nadzieję, że nie było tego słychać, bo przewaliłam jedną miotłę.
- Uspokój się.
- WCALE NIE MAM ZAMIARU SIĘ USPOKAJAĆ! To wszystko jest już ponad moje siły!!! Ja tak dalej nie wytrzymam! Jeszcze kilka razy i sama się zabiję! - rany co się stało, że mama wygaduje takie rzeczy.
- Chodź usiądźmy i porozmawiajmy – powiedział tata spokojnym głosem.
- Ale tu już nie ma o czym rozmawiać! Wszystko jest jasne, jak słońce! Albo wykonuję rozkazy Czarnego Pana, albo cała nasza rodzina zginie! Czy ty tego nie rozumiesz?! Tu nie ma o czym rozmawiać! – mama krzyczała dalej, ale jakbym się zatrzymała. W głowie odbijało mi się jak echo jedno zdanie: „Albo wykonuję rozkazy Czarnego Pana, albo cała nasza rodzina zginie!”. Cały czas myślałam, że mama z własnej woli przystąpiła do Voldemorta i nie chce od niego odejść. A jakże się myliłam... Mama przystąpiła do niego, ponieważ mi i tacie groziła śmierć, a ja głupi bachor robiłam jej przez to przykrości. Nie puszczała mnie w okolice mugoli, bo bała się, że Voldemort się o tym dowie. Teraz wszystko rozumiem... Łza popłynęła mi po policzku. Od kiedy przystąpiła do niego, nastawiała mnie źle w stosunku do mugoli, żeby zachować pozory. Jakby to wyglądało, gdyby córka śmierciożerczyni była miłośniczką mugoli. Druga łza spłynęła mi po policzku... Ona robi te wszystkie złe rzeczy i naraża się na niebezpieczeństwo tylko po to, żebym ja i tata była bezpieczna. Trzecia łza spłynęła mi po policzku... Coś we mnie pękło.
- Jeden przeklęty wieczór zmienił całe nasze życie. Czemu musiało się tak stać?! Czemu musiał przyjść akurat do nas?.. – mama ostatnie zdanie wypowiadała coraz ciszej i w końcu się złamała. Dało się teraz tylko słyszeć rozpaczliwy szloch mamy i słowa pocieszenia taty. Siedziałam dalej w komórce na miotły. Wolałabym nie widzieć mamy teraz. Wiem, że nie chciałaby żebym widziała ją w takim stanie. Zwinęłam się w kłębek i zaczęłam cichutko płakać. Dlaczego tak straszny los musiał spotkać moją rodzinę? Czemu nikt nie może powstrzymać tego szaleńca przed coraz to, straszniejszymi zbrodniami? Dlaczego... Dlaczego? Dlaczego?!
Śniły mi się straszne koszmary i nagle się zbudziłam. Wzięło mnie jeszcze większe przerażenie, gdy zauważyłam, że siedzę w małym pomieszczeniu w którym nic nie widziałam. Zaczęłam badać wszystko na około rękami, aż natrafiłam na podłużny kształt w którym rozpoznałam miotłę i przypomniało mi się, dlaczego tutaj siedzę. Chciałam już wyjść, gdy usłyszałam chlipanie mamy na schodach. Tata nadal ją pocieszał. Jestem ciekawa na ile się zdrzemnęłam.
- Nie martw się Stel ona to kiedyś zrozumie – powiedział tata uspokajającym głosem. Czyżby chodziło o mnie?
- Ja wiem, że ona jest bliska znienawidzenia mnie. Zobacz jaka ja jestem dla własnej córki. Staram się zmienić, ale mi nie wychodzi – powiedziała mama cichym pełnym smutku głosem.
- Było źle, ale Lizzy nie jest taką małą i niemądrą czarownicą. Widzi, że się starasz i sama też się stara – tata zrobił krótka pauzę i dalej kontynuował – zauważyłem, że od niedawna ilekroć powiesz coś nie po jej myśli, ona gryzie się w język i nie mówi nic mimo, że zapewne chce powiedzieć coś niemiłego w danej chwili.
- Też to zauważyłam – dało się słyszeć uśmiech w mamy głosie. Zrobiło mi się cieplej na sercu. Faktycznie staram się, żeby było lepiej.
- A żebyś widziała jak ona skakała po domu z radości, gdy ja zaprosiłaś wtedy na zakupy. Myślałem, że sobie nogi połamie i gardło zedrze – zaśmiał się tata dobrodusznie. Ja też sobie przypomniałam tamten dzień.
- Dziękuje Alfi – powiedziała już spokojnie mama.
- Nie ma za co kochanie. Zawsze będę przy tobie.
Chciałabym jak najszybciej wyjść z tej komórki i dać im chwilę samotności. Rzadko mogę zastać ich w sytuacji, gdy są ze sobą tak blisko. W sumie nie chciałam wiedzieć co się dalej będzie działo.
- Chodź kochanie do sypialni. Na pewno jesteś zmęczona, weźmiesz prysznic i położysz się spać. A rano skrzaty podadzą ci pyszne śniadanie i zaczniemy dzień od nowa – usłyszałam taty optymistyczny głos i po chwili słychać było ich kroki na schodach.
- No dobrze, ale przed spaniem będę jeszcze chciała zajrzeć do Liz – powiedziała mama spokojnym głosem. O cholibka toż jak mama zobaczy, że mnie nie ma w łóżku to będę miała kłopoty. O rany. Co tu zrobić, co tu zrobić?
- Oczywiście, ale najpierw chodź weźmiesz odprężającą kąpiel.
- Wiesz chyba masz rację. Musze strasznie wyglądać taka rozmazana i poczochrana - dzięki tato jesteś boski. Wywabiłeś mnie z opresji. Poczekałam, aż drzwi do ich pokoju się zatrzasną i delikatnie zaczęłam wygramalać się z komórki pod schodami. Trochę bałam się wchodzić na schody, bo gdyby nagle któryś z rodziców wyszłoby miałabym przechlapane. Wpadłam na pomysł... Wystarczyło klasnąć. Usłyszałam miłe pyknięcie i głos Marli.
- Słucham panienko? – dygnęła w ciemnościach Marla.
- Sprawdź, czy mogę bezpiecznie przejść na górę, nie narażając się na spotkanie z rodzicami.
- Tak jest panienko – usłyszałam dwa pyknięcia i skrzatka z powrotem stała przede mną.
- Droga wolna. Ale nie jestem pewna, czy panienka powinna słyszeć całą rozmowę państwa – powiedziała niepewnie skrzatka.
- Po pierwsze bardzo dobrze, że to wszystko usłyszałam, bo sami by mi nigdy nie powiedzieli. A po drugie to Ty Marlu chyba nie powinnaś podsłuchiwać tej rozmowy także? – spytałam się chytrze, a skrzatka skuliła uszy.
- Widzę, że się rozumiemy - powiedziałam z satysfakcją - dobranoc Marlu - dodałam uprzejmie.
- Dobranoc panienko - powiedziała skrzatka i z cichym pyknięciem się teleportowała. Ja udałam się jak najszybciej i w miarę cicho do swojego pokoju. Gdy byłam już w środku odetchnęłam ze spokojem, zasłoniłam kotary w oknach i walnęłam się do łóżka między chrapiących smacznie Bucky’ego i Gosby’ego.
Chyba przez godzinę próbowałam zasnąć, ale na złość nie mogłam. Miałam zbyt duży natłok myśli w głowie. Więc później dałam już za wygraną i sobie po prostu leżałam zwrócona w stronę drzwi. Leżałam i głaskałam Gosby’ego, który zwinął się w kłębek koło mego brzucha. Usłyszałam kroki na schodach i wyostrzyłam słuch. Gosby uciekł spod mojej ręki i położył mi się w nogach, jak co wieczór. Kroki zaczęły się zbliżać. Trochę się wystraszyłam, ale potem mi przeszło. Mama sama powiedziała, że póki jest śmierciożerczynią to jesteśmy bezpieczni. To na pewno mama lub tata. Wolałam udawać, że śpię. Zwróciłam twarz w stronę poduszki i pospiesznie narzuciłam kosmyki włosów na oczy, żeby się nie zdradzić mruganiem. Drzwi zaskrzypiały i ktoś wszedł do pokoju. Po chwili poczułam, że ktoś usiadł delikatnie na łóżku. Z minutę nic się nie działo, a potem poczułam ciepłą rękę mojej mamy gładzącą mnie po głowie. Zrobiło mi się przyjemnie, bo przypomniało mi się wczesne dzieciństwo. Kiedy w nocy śniły mi się koszmary, mama zawsze przychodziła do mnie w nocy i gładziła mnie w taki sam sposób po głowie.
- Śpij kochana mama za nic w świecie nie pozwoli cię skrzywdzić. Dopóki żyję nic ci się nie stanie, nie pozwolę na to – odgarnęła ostrożnie włosy z mojej twarzy i dalej mówiła.
- Tą straszną rzecz zrobiłam tylko dla ciebie, tamte dzieci musiały zginąć, żebyś ty żyła – mama zaczęła cicho szlochać - boże czemu Czarny Pan kazał mi to zrobić, nigdy sobie tego nie wybaczę. Nie wystarczało mu, że werbowałam mu ludzi i zastraszałam. Zachciało mu się, żebym zaczęła zabijać tak jak ci nikczemnicy, którzy nie mają dzieci. Czy oni nie rozumieją, że zabicie dziecka jest dla matki strasznym ciosem – mama cicho płakała i nadal głaskała mnie po głowie.
- Te dzieci jeszcze mogły się cieszyć życiem. Te istotki nie były niczemu winne... – przestała mnie głaskać i skryła twarz w dłoniach cichutko pochlipując. Nie mogłam tego wytrzymać, musiałam coś zrobić. Takie słuchanie jej i nic nie robienie było okrutne, mama się strasznie męczyła. Usiadłam na łóżku i przytuliłam mamę.
- Nie płacz mamo, nie winię cię o nic. Wiem już, że zrobiłaś to żeby uchronić naszą rodzinę przed śmiercią.
- Liz, czy podsłuchiwałaś moją rozmowę z tatą? Nie powinnaś o niczym wiedzieć – mama oderwała się ode mnie i mówiła wystraszonym głosem.
- Ja wiedziałam o tym, że jesteś śmierciożerczynią od bardzo dawna. Nikomu nigdy o tym nie powiem – przytuliłam ją z powrotem.
- Przepraszam cię córeczko za wszystko. Wybaczysz mi? – spytała zapłakana mama.
- Teraz już ci wszystko wybaczyłam, bo się wszystkiego dowiedziałam. Tobie nie sprawia to przyjemności jak innym, musisz to robić tak jakbyś pracowała. Tylko straszne jest to, że pracujesz na nasze życie, zabierając je innym... – posmutniałam i przytuliłam się do mamy.
- Chciałabym kiedyś być taka silna jak ty.
- Oh kruszynko – przycisnęła mnie jeszcze bardziej do siebie i siedziałyśmy tak w ciszy, płacząc sobie w ramiona.
Od tej pory wiedziałam, że moje spojrzenie na tą sprawę będzie inne niż poprzednio. Będę patrzeć na to bardziej pozytywnie, aczkolwiek z przestrachem. Bo teraz już wiem, że mama robi te wszystkie straszne rzeczy tylko po to, żebym ja mogła cieszyć się życiem...
komentarze [71]
Designed by
Elen
Specially for
Lizzy
Dodatki & HTML by
Lizzy
Picture from
Kordelia
***All rights reservet!!! Inaczej dam z glana!***